Zabij bohatera, to trochę pożyje

i zarobi sporo kasy. Fani Star Wars są zachwyceni. Jak dzieci z gwiazdkowego prezentu. Już po raz drugi Disney daje nam pod choinkę namiastkę gwiezdnej sagi, która od lat 70 ubiegłego wieku wbija w kinowy fotel kolejne pokolenia.

Rok temu

radości było chyba trochę mniej. Ale to jak w życiu. Wielkie oczekiwania przynoszą często małe rozczarowania. Przebudzenie mocy, podobnie jak cała prequelowa trylogia trochę zawiodła. Najbardziej wyznawców starwarsowej sagi. Choć nie wiem czego się spodziewali. Pierwszy raz jest tylko jeden. I nie zmieni tego nowa partnerka. W kinie, jak w  łóżku – emocje mogą być większe, ale nigdy takie same.

Na czym polega fenomen Łotra 1?

Zacznijmy od początku. Oczekiwań nie było wcale. Zakończenie z góry wiadome. To tylko spin-off. W dodatku mieli dokręcać sceny, bo pierwsza wersja filmu miała „nieodpowiednią tonację”. Po takim wstępie, nawet średnio udany obraz nie pozostawi po sobie smrodu. W przypadku Łotra 1 mamy bardzo dobre kino z paroma wisienkami na torcie.

W ostatnich scenach, śmierć ponoszą wszyscy bohaterowie, których zdążyliśmy bardzo polubić w mijających 120 minutach. Łącznie z przeprogramowanym imperialnym robotem K-2SO. Z całej sagi, na taki luksus mogli sobie pozwolić tylko twórcy Łotra 1. Bo nie będzie tu żadnej, kolejnej trylogii. Tak jak w Love Story – główna bohaterka umiera – film staje się nieśmiertelnym klasykiem.

Zabawa konwencją i mruganie do widza

to kolejna mocna strona Łotra 1. O ile J. J. Abrams stworzył trochę karykaturę Nowej Nadziei, to Gareth Edwards po prostu dobrze się bawi. Ten zły, to tym razem pan w białej pelerynce z czarnymi szturmowcami, a nie odwrotnie. Zamiast uduchowionych rycerzy Jedi, mamy ślepo wierzącego w moc ślepca. I tylko jedno się nie zmienia. Anakin znów – a raczej po raz pierwszy – zawodzi imperium w obliczu spotkania z własnym dzieckiem.

Twórcy Łotra 1 mieli komfort

na jaki nie mogli sobie pozwolić autorzy poprzednich kontynuacji gwiezdnej sagi. Bez większych oczekiwań, bez kontynuacyjnych obciążeń. Łotr 1 to świetne kino, dobra gra aktorska, trochę gorsza muzyka, za to świetne gagi i wzruszające zakończenie. Co do ósmej części sagi – wolę się nie nastawiać.

Brak Komentarzy

Odpowiedz