Trumpem w mordę

Tuż po ogłoszeniu wyników wyborów napisałem na fejsie: Trump? Idzie zima, trzeba wymienić opony. Bo przecież, co może obchodzić polaczka bez wizy, nowy prezydent USA?  Podskórnie czuję jednak, że coś się wydarzyło. Że świat zaczyna kręcić się inaczej niż jeszcze 10, 20 czy 50 lat temu. Nie jestem socjologiem, ani politologiem. Nie zastosuję akademickich narzędzi do opisania, tego co wydarzyło się 9 listopada w USA, 23 czerwca w UK, czy rok temu w Polsce. Nic straconego. One po prostu nie działają. Są bezużyteczne, jak czarnobiały telewizor czy kasetowy magnetofon. Nie mówią nic, albo prawie nic o tym, co się dzieje.

Co musiałby zrobić polityk, aby nie wygrać wyborów? Czy wystarczy, jeśli w kampanii zostanie uznany przez tzw. „opinię publiczną” za perwersyjnego zboka, rasistę i porażającego idiotę? Czy fakt, że w przeszłości wielokrotnie zdradzał swoją żonę, a po rozwodzie, zabronił jej zdejmować ze ścian ramki ze swoimi zdjęciami, będzie miał znaczenie?

W 1981 roku Trump kupił apartamentowiec przy Central Parku. Do pustych mieszkań wprowadzał narkomanów, żeby pozbyć się lokatorów. Potem wyłączył ogrzewanie i wodę. Czy z takim wizerunkiem, można ubiegać się o jakiekolwiek stanowisko publiczne? Nawet nazwanie kobiet grubymi świniami, psami z 35 letnim terminem przydatności nie przeszkodziło Trumpowi w rozniesieniu poprawnej politycznie, godblessamerika Hillary Clinton!

No chyba, że czarny mesjasz, pokojowy nobel Obama, nie okazał się Morganem Freemanem amerykańskiej polityki. Bo może, mówienie o swoim kraju, że istnieje teoretycznie mogło kogoś wkurwić. A stado leniwych emigrantów mocno zniechęcić do wspólnej Europy. Jeśli tak było, to ludzie nie są takimi debilami, jak sądzą oderwane od rzeczywistości – a coraz częściej również od koryta – elity.

Mam żal do politycznych Obamów, Tusków i Cameronów, że przez lata nawozili swoim gównem skrajnie prawicową glebę. Bo jak napisałem niedawno, pomysły że musisz urodzić dziecko po gwałcie, ale nie będziesz mogła korzystać z in vitro, albo decyzja, że sześciolatek nie pójdzie do szkoły, ale 12-latkę zmusza się do rodzenia, to Polska Barei w wersji Stephena Kinga.

8 lat temu, na kilka tygodni przed wygranymi wyborami w USA, Obama zdobył nagrodę Marketera Roku, bijąc na głowę takie firmy, jak Nike czy Apple. Marka polityka szczytowała. Pepsi nazwało swoją kampanię „Choose Change”, Ikea „Embrace Change”, zaś tanie loty Southwest Airlines „Yes You Can”. Biały Dom stał się nowym reality show. Popkultura miała nowego boga. A może jednak tylko złotego cielca?

Amerykanie, to podobno mocno niewykształcone społeczeństwo. Być może większość nie rozróżnia Holland od Poland, ale ta większość, coraz częściej zaczęła mówić: sprawdzam.

Obama zapowiedział likwidację więzienia w Guantanamo. Barack nie tylko nie spełnił tej obietnicy, ale rozbudował nowe – Bagram w Afganistanie, gdzie panuje kompletne bezprawie. Otwarcie na latynosów skończyło się wzmożeniem działań przeciw imigracji. Szumne słowa o zielonej energii, zastąpiło wspieranie paliw kopalnych i odmówienie obłożenia podatkiem emisji spalin. Zamiast toczyć obiecaną walkę bankierami, Barack przekazał kierownictwo nad gospodarką największym wyjadaczom w Wall Street. Szumnie zapowiadane zakończenie „wojny z terroryzmem” doprowadziło do powstania Państwa Islamskiego i nowych konfliktów w Afganistanie i Pakistanie. Porażka polityki resetu z Rosją i wojna w Syrii, to wynik braku politycznego doświadczenia. Kryzys gospodarczy i wzrost bezrobocia dokonały dzieła.

Dziś wiemy, że gorszy Obama, czyli Hillary Clinton, nie miała szans w wyborach. Nie pomogli macherzy i gwiazdy popkultury. Na nic słowa o silnej Ameryce i Lady Gaga. Społeczeństwo chciało dać w mordę elicie. I dało. Prawym Trumpkiem.

Brak Komentarzy

Odpowiedz