OdSłonić prawdę

Jeśli lubisz zoo, to nie czytaj tego tekstu. Bo albo więcej tam nie pójdziesz, albo więcej się nie spotkamy. Orgazm mediów wywołał niedawno transport dwóch słoni do ogrodu zoologicznego w Chorzowie. Relacje na żywo, szczeniackie żarty prowadzącego i świnskie ryje na miejscu. Pieskie życie, jakie czeka te stworzenia, to oczywiście eufemizm. Zresztą bardzo krótkie życie. Za kratami słonie żyją średnio 17 lat. Na wolności ponad 50. Zrobiło się smutno?

Nie jestem żadnym pieprzonym ekologiem. Chyba jeszcze do tego nie dorosłem. Jem mięso z nieskrywaną przyjemnością. Choć wiem, jak traktowane jest bydło w polskich ubojniach, to nie mam siły, żeby nie jeść: brutalnie mordowanych krówek, świnek czy kurczaków. Pomimo to, nie odmówisz mi pisania dalej, o słoniach. Całego świata nie zmienię, ale kolejny tekst o naturze, także tej ludzkiej, napisać mogę.

Po co zoo? Zadaje sobie to pytanie odkąd po raz pierwszy, na własne oczy zobaczyłem, jak dwa niedźwiedzie, na wybiegu wielkości gabinetu dyrektora zoo, chodzą w kółko, bez celu. Sprawdziłem. To STEREOTYPIA. Ujmując najkrócej, tak zachowują się zwierzęta, które cierpią w niewoli. Jeśli pamiętasz, że zwierzę za kratami: kiwało się przez dłuższy czas, krążyło wokół klatki godzinami, czy przestępowało z nogi na nogę, to właśnie próbowało pokazać ci: jak bardzo jest bezradne, apatyczne lub po prostu kompletnie ześwirowało.

Inny smutny obraz z mojej wizyty: orzeł w wolierze. Brzmi jak tytuł filmu sensacyjnego. Niestety, to dramat. Olbrzymi ptak zamknięty w siatce pozwalającej na lot dwa, trzy metry w górę. Spoglądający w niebo, do którego nigdy swobodnie nie poleci.

No więc po co – pytam? Dla edukacji – słyszę od personelu. No tak, ucząc małe dzieci, że nie ma niczego złego w trzymaniu dzikich zwierząt w klatce, sorry na wybiegu wielkości gabinetu dyrektora, możemy być pewni, że te dzieci, jako dorośli tu wrócą, ze swoimi dziećmi. Jaką wiedzę na temat zwierząt – prócz tego, że są apatyczne, pozbawione naturalnych instynktów i trzymane w niewoli – mogą zdobyć ludzie odwiedzający zoo? Dlaczego nie tą, że na noc i zimą, zwierzęta zamykane są w ciemnych betonowych celach. Że tylko nieliczne chcą się rozmnażać, że po prostu umierają z żalu?

Wiesz, jaką odległość pokonuje słoń każdego dnia na wolności? 80 kilometrów! A co jeśli nie? Rozgrzane media nie mówiły wiele o poprzednim rezydencie klatki w Chorzowie. Kilkunastoletni Thisiam kompletnie zniszczył swoją słoniarnię. Zrzucono to na karb testosteronu i wywieziono do zoo w Rapperswil.

Wróćmy do plusów. Kolejne magiczne słowa, jakie padają z ust zoofanów, to ochrona gatunków. – Gdyby nie ogrody zoologiczne, nie widzielibyśmy dziś żubra na oczy – przeczytałem w komentarzu pod jednym z artykułów. – Gdyby nie ludzka zaraza, która wybiła żubry, nie musielibyśmy ich chronić. Już nie będziemy was zabijać, od dziś będziemy zamykać was w więzieniach – odpisałem.

Cała ta mowa o ochronie gatunków, to zwykła bujda. Zwłaszcza w polskim wydaniu. Tylko 14 procent gatunków przetrzymywanych w polskich ogrodach zoologicznych jest w jakimś stopniu zagrożona wyginięciem. A tylko 3 procent znajduje się na Polskiej Czerwonej Liście Gatunków Zagrożonych. W żaden sposób, zwierzęta zamknięte w klatkach nie są w stanie pomóc, tym na wolności.

Na całym świecie funkcjonuje około 10 tysięcy ogrodów zoologicznych. Ich łączny budżet, to kilka miliardów dolarów. Gdyby choć połowę tej sumy przeznaczyć na ochronę zwierząt w ich naturalnych siedliskach, to liczba gatunków zagrożonych wyginięciem zmalałaby diametralnie.

Ta myśl, to jednak utopia. Zoo istniało od zawsze i niestety nie zmieni tego internet, ani kanał national geographic. Oglądanie zwierząt w klatce daje nam tę kurewską satysfakcję panowania nad drugim stworzeniem. Robimy to od dziecka.

3 komentarze

Odpowiedz