Jamajka do utraty przytomności

Hitchcock powiedział kiedyś, że film powinien zaczynać się od trzęsienia ziemi, a potem napięcie powinno rosnąć. Mój pobyt na Jamajce zaczął się od… urwanego filmu. W drugim dniu pobytu, po powrocie z Nine Mile – wsi gdzie urodził się i został pochowany król reggae – Bob Marley.

Wyspa i państwo na Morzu Karaibskim. Jamajkę o powierzchni prawie 11 tys. kilometrów zamieszkuje ponad 2,7 miliona mieszkańców, głównie pochodzenia afrykańskiego. Jamajki nie nazwiesz prawdziwym rajem na ziemi. Gdy po raz pierwszy dotarli tu Europejczycy, to jedynymi miejscowymi owocami były: gwajawa, ananas, jabłko cukrowe i caimito. Większość uprawianych obecnie roślin, takich jak trzcina cukrowa, banany czy cytrusy, przypłynęła na statkach kolonizatorów. Oni są również odpowiedzialni za wybicie Indian Arawaków. Zastąpili ich niewolnicy z Afryki. Już w XVIII wieku murzyni stanowili 89 procent mieszkańców wyspy. Jamajka proklamowała niepodległość w 1961 roku. Dziś, to monarchia konstytucyjna; głową państwa jest Elżbieta II reprezentowana przez gubernatora generalnego i 2-izbowy parlament.

Jamajka, to reggae i marihuana. Żadne odkrycie. Jednak natężenie jednego i drugiego nie tylko przyprawi Cię o zawrót głowy, ale również tę głowę stracisz. Podróżując po wyspie z miejscowymi kierowcami masz wrażenie, że oni wszyscy posiadają tę samą składankę dziesięciu utworów Boba Marleya. Muzykę jakoś przetrawisz, ale ilości zielska nie dasz rady. Na Jamajce palą wszyscy, od kierowcy, po kucharza, sprzątaczkę, ochroniarza, przewodników lokalnych no i turystów. Oficjalnie, posiadanie narkotyków jest traktowane jak przestępstwo. Nikt jednak nie zwraca na to uwagi, bo siedzieć musieliby wszyscy. Chcesz spróbować mocniejszych dragów? Mili panowie na plaży posiadają każdy popularny towar. Jeśli im odmawiasz – pytają: „Po co tu przyjechałeś przyjacielu, skoro nie chcesz palić?”

Próbujesz. Podczas oficjalnej wycieczki do domu króla Boba możesz bez problemu nabyć: jointa, herbatę lub brownie – wszystko rzecz jasna wypełnione marihuaną. Przechadzasz się po kuchni Marleya ze skrętem w ustach, a upalony przewodnik nuci One Love. Miłość jednak szybko się kończy, gdy przychodzi pora napiwku. Kilkanaście dolarów od kilkuosobowej grupy to za mało. Obrażony rasta obraca się na pięcie i trzaska drzwiami, choć wcześniej dostał swoje wynagrodzenie.

Ze świątyni Boba wyniosłem muzykę i brownie. Później w hotelowym pokoju zjadłem niewiele ponad ćwiartkę ciasteczka. Obudzony w środku nocy najpierw policzyłem do nieskończoności, a potem padłem na twarz. Kilka dni później dowiedziałem, że brownie jest najgorszym rozwiązaniem, bo nie wiesz ile wrzucono do niego zielska oraz co jeszcze wylądowało w środku…

Jamajka to kraj sprzeczności. Mieszkańcy nie mają połączenia z oddaloną o 200 kilometrów Kubą. Żeby tam trafić, trzeba najpierw lecieć do Wenezueli oddalonej o 1,5 tysiąca kilometrów i stamtąd dopiero do Havany. 80 procent mieszkańców wyspy nie potrafi pływać. Ocean znają tylko do kolan.

W stutysięcznym mieście jest tylko jedna państwowa karetka, która zawiezie Cię do szpitala. Nie chcesz tam jednak trafić. Lekarze używają tych samych narzędzi wielokrotnie. Kładziesz się ze złamaną nogą, opuszczasz szpital z zakażeniem. Jeśli w ogóle opuszczasz.

Na Jamajce funkcjonuje również prywatna służba zdrowia. Na kanałowe leczenie zęba wydasz bagatela 500 dolarów. Tu wszystko jest skandalicznie drogie. Jednodaniowy obiad w plażowej knajpie, to wydatek około 20 dolarów. Kilogram truskawek 40 dolców. Za wysokie ceny odpowiedzialni są sypiący kasą amerykańscy turyści i cło, które wynosi tu 90 procent!

Na wyspie nie jest bezpiecznie. Nigdy nie wiesz, co przyjdzie do głowy zaczepiającym cię nieustannie na plaży sprzedawcom wszystkiego. Podobno w kurortach Negril i Montego Bay jest bezpiecznie. Przy moim hotelu próbowano zerwać złotą biżuterię parze starszych turystów. Lokalni przewodnicy odradzali nam wyprawę do stolicy – uważają Kingston za mało bezpieczne miasto. Jedna z wycieczek padła ofiarą porachunków karteli – ich bus został ostrzelany.

Nerwowy chaos rekompensuje ci jednak jamajska plaża. Możliwy do zniesienia upał i gaszące go fale Morza Karaibskiego pozwalają zapomnieć o wszelkich niedogodnościach.

Brak Komentarzy

Odpowiedz