Dlaczego nie chciałem już dalej biec?

Gdy masz ponad 20 kilogramów nadwagi, wylewający się ze spodni tłusty brzuch i podwójny podbródek, a Twój oddech niebezpiecznie spłyca się z każdym pokonanym schodem i doprawdy nikt nie zwraca na Ciebie uwagi, to właśnie wtedy jesteś na dobrej drodze, aby zostać… bohaterem. To właśnie wtedy, z każdym tygodniem tracisz kolejne kilogramy i wszyscy wokół mówią: – Michał, ale schudłeś. – Jak to zrobiłeś. – Ile wyrzeczeń… Jasne.

Serio, naprawdę bardzo łatwo zostać fit-bohaterem. Wyciągasz jedną godzinę z doby. Trochę biegasz, rzetelnie ćwiczysz na siłce, nie podjadasz między posiłkami, rezygnujesz z nadmiaru tłuszczów i cukrów. Zaczynasz wyglądać. Wystarczy kilka miesięcy, max rok, aby z rozmiaru L przejść do S. Wyobrażacie to sobie przy 170 cm wzrostu? Zostałem bohaterem!

W życiu, jak w filmie. Najłatwiej zrobić produkcję o pierwszej randce, pierwszej kłótni i pierwszym ślubie. Tylko co potem? Jak trudno o dobre kino prozy życia… Dawniej ważyłem 93 kg, dziś 69. Gdy przebiegłem pierwsze 5 km w życiu, znajomi piali z zachwytu. Gdy tego lata zrobiłem pierwszy maraton i tuzin półmaratonów, samotnie i bez wsparcia trenera, to słyszałem: – No, fajnie – Jesteś w formie…

Co…? Kiedy dobiegłem do trzydziestego kilometra moje kolana wyły z bólu. Zlany potem pytałem siebie – oszalałeś? – Wejdź do najbliższego busa i wracaj do domu… Wróciłem na ostatnich nogach. Od tego czasu, kolana bolą częściej, odporność i motywacja wyraźnie spadły.

Odpuściłem na miesiąc. Wyjazd do Meksyku, a potem choroba. Kompletne roztrenowanie. Jutro wreszcie wracam do treningów. Tylko po co? Swoje cele osiągnąłem. Lawina fejmu po likwidacji nadwagi spadła na mnie setką lajków i kopą komentarzy. Żeby teraz zwrócić na siebie podobną uwagę musiałbym chyba wystartować na Igrzyskach Olimpijskich, a na to się raczej nie zanosi. W ubiegłym roku 10 kilometrów robiłem w trochę ponad godzinę. Teraz lekko schodzę poniżej 49 minut. Średniacy ucinają jeszcze 10 minut. Rekordziści kolejne 10 szybciej.

A może źle zadaję pytanie? Nie – po co, a – dla kogo – to robisz? Bo jeśli robisz formę tylko po to, aby wrzucać foty do socialmedia, to pamiętaj, że zawsze ktoś wrzuci lepszą, z bardziej wyśrubowanym wynikiem. Nie oczekuj pochwał rutyny. Ona buduje twoją formę, a nie popularność w internetach. Wróć do początku. Każdego dnia rób coś dla siebie. Wyznaczaj cel i realizuj go. Mierz się z samym sobą. Porównuj z tym, kim byłeś wczoraj. Tylko tak – prawdopodobnie – już nigdy nie będziesz chciał przestać biec przed siebie.

Brak Komentarzy

Odpowiedz